Nie wiem.
Nic nie wiem.
Te słowa krążą wciąż po mojej sfatygowanej głowie. Jak się w tym wszystkim zorientować? Stracić przyjaciela - to najgorsze co może być. Jak zgubić kompas, który był ostatnią rzeczą wskazującą Ci drogę w pochmurną, ciemną noc. Trzeba po omacku próbować odnaleźć się w świecie. Ach. Tyle że to jest całkiem nowy świat. Nowe otoczenie, nowy drugi dom... Innymi słowy nowa szkoła. Liceum. Szybko to wszystko minęło.
Stoję na apelu sztywno, rozmawiam tylko ze starymi znajomymi z gimnazjum.
Odkąd Borys wybrał Aurelię zeszłej zimy rozmawiałam z nim parę razy. Ostatnio jeszcze przed wakacjami. Później przenieśli się do Warszawy, akurat taki splot zdarzeń, on do szkoły, ona do szpitala. Próbowali się zabić. Próbowali. Wiem że przyjaźnił się nie tylko ze mną, ale czemu wybrał ją? Znał ją tyle czasu co mnie...
Nie.
Nie myśl o tym.
Mechanicznie wracam do domu i robię podstawowe rzeczy. Wypij coś ciepłego, zmień przemoczone deszczem ubranie. Mrugaj. Oddychaj. przestań sobie wmawiać że to twoja wina.
Ha, i tak mi to nie wyjdzie.
Nowa klasa, może tam kogoś znajdziesz.
Ale kogo? Borys jest jedyny na świecie.
Może.
Morze jest duże i głębokie. Zamknij się.
Nastaje cisza, słyszę tylko swój oddech.
Mija dzień, dwa. Odrętwienie emocjonalne nadal się mnie trzyma. Ile można? Jednak próbuję być normalna. Dla siebie jestem sztuczna, aż się sobą brzydzę. Jednak inni tego jakby nie zauważali. Właśnie, inni. Są inni. Nie zauważam nikogo wyjątkowego. Albo nie chcę, albo naprawdę nikogo takiego nie ma.
Myślę tak tydzień. Później jednak stwierdzam, że chcę. Bardzo chcę znaleźć kogoś nowego. Ale na siłę nic nie wychodzi, nic.
Cztery miesiące Nowego. Po czterech miesiącach chyba mu się znudziłam.
Wraca odrętwienie, zwijam się w kłębek. Koszmary co noc przybierają inne formy, raz siedzę na dnie głębokiej studni, poszyję w wodzie, kiedy indziej nawiedzają mnie krwawe masakry. Krew, krew, krew. Na rękach, pod stopami. a raz zasypiam i jestem w lesie. Przyjemnie. Nie wiem jak trafiam do kina, skąd, gdzie? Leci horror. Budzę się i szukam Nowego. Ale jego nie ma, nowe zniknęło, zmieniło się w stare i dobrze znane.
Teraz tęsknię i do starego-starego i do nowego-starego.
Odynie...
Do Kołyski
niedziela, 8 grudnia 2013
# 0
Aurelia przeszła powolnym krokiem wzdłuż mola. Raz po razie
stawiała stopy na oblodzonej powierzchni ciemnych desek, wpatrzona w słońce,
powoli znikające za horyzontem.
Doszła na sam koniec i postawiła plecak, uważając na każdy
swój ruch przeszła na drugą stronę barierki i usiadła na brzegu pomostu.
Machała nogami i patrzyła w lód, próbując dojrzeć wodne głębiny.
Było bardzo zimno. Najzimniej od ponad dwudziestu lat.
Wszyscy siedzieli w domach, nikt nie mógł tędy przechodzić.
A jednak.
Borys ostrożnie przysiadł obok niej.
Milczeli.
- Rozsypuję się – drżącym głosem powiedziała Aurelia.
On nic nie odpowiedział.
- Nie chcę patrzeć, jak umieram powoli, tracąc panowanie nad
samą sobą. Nie chcę biernie patrzeć, jak wszystko się ode mnie oddala.
Największy ból sprawia tęsknota…
- A teraz? Tęsknisz teraz?
- Nie.
- Zrobiłaś wszystko, co miałaś?
- Tak.
- Więc to dobry dzień, by umrzeć – przeniósł spojrzenie na
nią.
Patrzyli sobie przez chwilę w oczy, po czym spojrzeli na
ostatnie promienie zachodzącego słońca. Dwa obłoczki kryształków ulatywały z
każdym ich oddechem.
Borys zanucił jej ulubioną piosenkę i złapał ją za rękę.
Milczeli.
A ciszę przerwał trzask pękającego lodu i plusk.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)