niedziela, 8 grudnia 2013

# 0

Aurelia przeszła powolnym krokiem wzdłuż mola. Raz po razie stawiała stopy na oblodzonej powierzchni ciemnych desek, wpatrzona w słońce, powoli znikające za horyzontem.
Doszła na sam koniec i postawiła plecak, uważając na każdy swój ruch przeszła na drugą stronę barierki i usiadła na brzegu pomostu. Machała nogami i patrzyła w lód, próbując dojrzeć wodne głębiny.
Było bardzo zimno. Najzimniej od ponad dwudziestu lat.
Wszyscy siedzieli w domach, nikt nie mógł tędy przechodzić.
A jednak.
Borys ostrożnie przysiadł obok niej.
Milczeli.
- Rozsypuję się – drżącym głosem powiedziała Aurelia.
On nic nie odpowiedział.
- Nie chcę patrzeć, jak umieram powoli, tracąc panowanie nad samą sobą. Nie chcę biernie patrzeć, jak wszystko się ode mnie oddala. Największy ból sprawia tęsknota…
- A teraz? Tęsknisz teraz?
- Nie.
- Zrobiłaś wszystko, co miałaś?
- Tak.
- Więc to dobry dzień, by umrzeć – przeniósł spojrzenie na nią.
Patrzyli sobie przez chwilę w oczy, po czym spojrzeli na ostatnie promienie zachodzącego słońca. Dwa obłoczki kryształków ulatywały z każdym ich oddechem.
Borys zanucił jej ulubioną piosenkę i złapał ją za rękę.
Milczeli.


A ciszę przerwał trzask pękającego lodu i plusk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz